czwartek, 23 października 2014

Remanent z wiosny czyli World Wine Festiwal - Wine4You i TiM

Najdłużej pisana notka o winach świata!
Paola Bassi i prezes Wine4you Jarosław Cybulski

Tak, tak, oto przed Wami najdłużej pisana notka o winach. Z bólem przyznam - byłem na kilku zaskakujących degustacjach, które nie mają śladu materialnego w postaci relacji, refleksji czy jakiejś tam innej notki. Ale tym razem się zawziąłem. I oto jest! 
To było jeszcze wiosną - World Wine Festiwal - impreza dla przedstawicieli hoteli, restauracji, sklepów z winem, dziennikarzy, blogerów i klientów Wine4You oraz TiM. A gościli przedstawiciele świetnych winnic, których wina importują organizatorzy - m.in. z Francji, Włoch, Nowej Zelandii, RPA, Niemiec, USA. Był także polski producent - Winnica Jaworek - której win już miałem okazję raz próbować.

Lech i Ewa Jaworek. Skromni, życzliwi. A jakie wina!

Państwo Ewa i Lech Jaworek pokazali dwa pinore (pinot noir) - z 2011 i 2012 r. Pinore XI jest kwasowy i nieco kościsty, żelazisty. Ale XII to lepsze wino - w opakowanie aromatu z czekoladą i kakao, zapakowano smakową zawartość leciutko beczkowych tanin. Ale bez przesady. Pod spodem czuć przyjemne czerwone owoce. Bardzo dobre jest białe Moscato - mieszanka różnych szczepów. Pyszne aromaty, cytrusy i kwiaty. Nie ma tępego uderzenia w nos - jest przyjemna selektywna mieszanka.

Wino na lato Verde Lagosta (33,20 zł)

Lepszy od Jaworka jest Miner. Tyle, że to białe wino. Miner wbrew nazwie żadnych bomb nie nastawia, jedyna bomba, to dyskretny wybuch struktury, słodyczy i owocowości. Nikogo nie raniący. W kategorii win na lato Wine4You ma fajne Verde - Lagosta (33,20 zł) - w aromatach jak to verde - skąpe - ale w smaku lekko wibrujące, z pięknym posmakiem. Sporo kwasu, ale schłodzone-wymarzone. 20 proc. arinto, 30 proc. trajadura, 30 proc. loureiro, 20 proc. azal. Mimo bogactwa pochodzenia w aromacie skąpe, ale w smaku - bardzo bogate, dość wibrujące (sporo CO2), z długim finiszem. Ma tylko 9 proc. alkoholu i na upał świetna sprawa!

Villa Maria z Nowej Zelandii - Lightly Sparkling Sauvignon Blanc 2012

Jeszcze - gdy jesteśmy wśród białych win, warto wspomnieć o bogatych aromatycznie, a potem o bogatych… duchowo (a może lepiej smakowo). Wśród tych aromatycznych przyjemne były Villa Maria z Nowej Zelandii - Lightly Sparkling Sauvignon Blanc 2012 pachniała bogactwem spod znaku warzywnego ogródka i grządki zielonej truskawki. Co za aromaty!

Coppola Director's Chardonnay 2010

Ładne było także Coppola Director's Chardonnay 2010 - liście czarnej porzeczki, zioła, aromat wystający stanowczo znad kielicha. Co do win Coppoli, to zauważyłem jedną charakterystyczną rzecz - czerwone mają warzywny pierwiastek w aromacie. W Shiraz czuć to bardzo wyraźnie, ale na szczęście w Zinfandelu mniej - to według mnie najlepsze wino z winnicy reżysera. Jest tu i pierwiastek ziołowości i pieprzność i moc. Jest piękna budowa. W USA 13 dolarów, a w Wine4You 138,80 zł (cóż, odległość, cła, banderole, akcyzy…).
Zinfandel od Coppoli

O 1 zł 70 gr jest tańszy Pinot Noir, ale nie zamieniłbym pełni kształtów Moniki Belucci na Stefkę Costadinovą rodem z Sonoma. Naftowo-benzynowe nuty mnie nie przekonują. Choć może dla szpanu…

Deidre Taylor i jej skarb

Za to ujmują mnie takie nuty, jakie czuję w winach z Południowej Afryki - Kanonkop. Deidre Taylor trzymała u siebie skarby, częstując takimi słabościami jak Kadette 2011 czy Pinotage 2010. Ale już Pinotage 2004 to świetny okaz. Jest w aromacie sporo truskawek, trochę wiśni - ale sublimuje w stronę ducha pinot noir. Benzynowości, mięsistej, a nawet mięsnej mocy. Na tym tle Paul Sauer 2009 jest perełką! Dwa lata w beczce robi z tego wina mocarza. Skomplikowanego, mocnego, pełnego czarnych owoców z taninowymi okrągłościami.

Chablis Premier Cru Vau de Vey 2011

Pamiętacie te wszystkie filmy, w których znawca bierze w dłoń kieliszek, wącha wino i mówi: południowy stok, Chablis, 2011? Antoine Laudet z Jean-Marc Brocard pokazał w sposób praktyczny jak to rozróżnić. Spróbowałem trzech win - z ekspozytora. Pierwsze powściągliwe - kwas, kamień i ziemia. Drugie - ciepłe, pełne, asfaltowe, okrągłe. Trzecie - sam minerał (pustka czyli lizanie zimnego kamienia). A potem - gdy to wszystko mu opisałem, wyjął spod lady mapę, taką "fizyczną", plastikową, ze wzniesieniami. I pokazał stoki, na których rosły krzewy.

Chablis Cainte Claire 2012

Pierwsze wino - Chablis Cainte Claire 2012 - lekko powściągliwe, ale z charakterem. Ekologiczne, ekspozycja południowa. Ładne, nie krzyczące, chardonnay po 9 miesiącach stalowej kadzi. Drugie wino - Chablis Premier Cru Vau de Vey przy tym eksplozja barw i aromatów. Bo to ekspozycja wschodnia - winorośl łapie słońce już o wschodu! Cały dzień!!! Trzecie wino - Chablis Grand Cru Valmur - z ekspozycją północno-zachodnią, a kawałek parceli z południową. Kamień, Wiking, Got... Wspaniałe krystaliczne wino.

Barbera d'Alba Sovrana 2011 z Beni di Batasiolo

Paola Bassi z Beni di Batasiolo - winnicy w Piemoncie (a raczej siedmiu winnic) - prezentowała perełki. Białe - Gavi di Gavi (100 proc. cortese) to kwiatowy mocny smak i mikry aromat. Dolcetto d'Alba 2010 imponował kwasowością i pięknym owocowym aromatem. Wino jednakowoż bardziej lekkie niż skomplikowane. O dwie półki wyżej stoi Barbera d'Alba Sovrana 2011. Grona pochodzą z dwóch parceli. Czuć świetność - w nosie poza owocem jest kawa, czekolada i pieprz, a w smaku pieprzny finisz i ładne drobne taniny.

Paola Bassi z Beni di Batasiolo i Barolo 2009

Bardzo fajne i godne uwagi było Barolo 2009 (rok w beczce). Lekkie, zdecydowanie pachnące subtelnym suszonym pomidorem. Garbnik świetnie drutujący usta. Kwasowość całkiem subtelna. Tu jest dopiero finisz!!!

Moscato d'Asti. Słodyczy mnóstwo i tylko 5,5 proc. alkoholu. Jak w piwie

Ale największe zaskoczenie, to Moscato d'Asti! Przepięknie brzoskwiniowe, kwitowe, oddające świeżość. Bardzo kwasowe i eleganckie. Co zadziwiające, ma tyle alkoholu, co polskie piwo - 5,5 proc. Początek fermentacji w 0 st. C. Gdy osiągnie 5,5 proc. alkoholu, temperaturę się podnosi i przerywa fermentację. Kosztuje ok. 15 euro we Włoszech.

Natalia Strozzi

Toskanię reprezentowała księżniczka Natalia Strozzi, odległa krewna (bardziej w czasie niż więzach krwi) prawnuczka najsłynniejszej sportretowanej kobiety na świecie - Mony Lisy z obrazu Leonarda da Vinci. Dziś ta pełna pogody ducha i uśmiechnięta aktorka jest twarzą win Guicciardini Strozzi. Interesujący wywiad z nią można znaleźć na blogu Powinowaci.

Guicciardini Strozzi Vernaccia di San Gimignano Riserva 2010

Jej białe Guicciardini Strozzi Vernaccia di San Gimignano Riserva 2010 imponuje owocem i oleistością. Czerwone są jeszcze lepsze! Chianti może mniej - bezbeczkowe i nieco jeszcze szypułkowe, bardzo taniczne i kwasowe wydało mi się nieco zbyt żelaziste i twarde. Ale już Sodole Rosso 2007, produkowane zaledwie od 30 lat, to już jest kawał dobrego wina.

Sodole Rosso 2007

Ale najlepszym winem z Guicciardini było Vignare Strozzi Bolgheri Superiore 2008. Ot, takie włoskie Bordeaux - w butli cabernet sauvignon, cabernet franc i merlot. Ciepłe wino, w pierwszym dotyku języka słodkie, miękkie. W aromacie bardzo mocno owocowe. Jest też trochę kredy, trochę mokrego lasu. Moc w tym winie jest imponująca.

Vignare Strozzi Bolgheri Superiore 2008

Jeszcze słów kilka o winach z zimniejszych stron. Z Mozeli imponował bardzo Riesling Spätlese 2013 Rudolf Müller (8 proc. alkoholu). Kruchość i kwasowość, krzemień dominujący, z czającą się głęboko w tle aromatu brzoskwinią.

Rieslingi Rudolf Müller

Auslese zachwycało kompleksowością, a Kabinett 2011 świetnym kwasem, ale to jednak nie to, co Spätlese 2013... Poza winami Wine4You można było spróbować win TiM-a, ale szerzej o nich pisałem w jednym z ostatnich wpisów.

Cristal 2006

Jeszcze o jednym nie napisałem wspaniałym winie - Cristalu Louis Roederer. Szampanie, którego Quentin Tarantino (a raczej grany przez niego Chester) w filmie Cztery Pokoje, przedkładał nad wszystkie inne szampany. Najbardziej intrygująca rzecz - sprawdzić, czy dno jest płaskie, jak mówi legenda. Jest! A reszta jest po prostu esencją smaku. Puenta w dwóch słowach: urywa d...!!!

wtorek, 21 października 2014

Winne Wtorki: Terrabianca La Fonte 2010 Toscana IGT

Toskania na czerwono


Półka - nieznana
Skąd - Z kolekcji Anna Pakula Wine Lifestyle Curator
Do Ideału? - Już ciut, ciut!!

Ależ nie można było uzgodnić - czy biało, czy czerwono. W Winnych Wtorkach jednak zapanowała zgoda. Tematem dzisiejszej degustacji winnych blogerów (pierwszy i trzeci wtorek miesiąca) stała się Toskania na czerwono. Temat zapodał Nasz Świat Win. Niby banalnie (by ktoś powiedział), ale faktem jest, że dawno Toskanii nie było. 

Jest oto więc w kielichu Terrabianca La Fonte 2010. Winnica leży w samym sercu Chianti Classico, 12 km od Sieny i 50 km od Florencji, ale wino ma etykietę Toscana IGT. Sto procent sangiovese. Szczepu, który daje niekiedy wina cierpkie, kwasowe, także i te, które kojarzą się "szkieletowo", bezcieleśnie, muślinowo. Ale to szczep, który daje jedne z najświetniejszych win na świecie.

Butelka zdawała się ściskać ducha zaklętego w czerwieni wina. Pierwszy aromat to jasny dowód na to, jak mocno jest ściśnięte. Wydaje się jakby skąpe, oszczędne. Pić je w takim stanie to świętokradztwo.

Dopiero po pół godzinie otwiera całą swoją urodę - czuć truskawki, wiśnie, ciemne czereśnie. Czuć też wanilię i skórę, trochę kakao. Kwasowość, jaką jest podszyty smak, nie zabija ładnej cielistości, której nabiera po trzech kwadransach.

Całość by świetnie pasowała do steka - takiego z trudem krojonego wąskim nożem o maleńkich półokrągłych ząbkach... Ech. Wino bardzo ładne, ewoluujące. Importera w Polsce nie zauważyłem, tę butelkę otrzymałem od Anny Pakuli.

Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!

A tak o swoich toskańskich odkryciach napisali inni winopisarze:

1. Blurppp nie do końca zadowolony

2. Dotrzechdych.pl: Gabriel złowił chianti na Żoliborzu

3. Italianizzato - rozmarzony

4. Przy winie - zaskoczenie, ale przyjemne

5. Nasz Świat Win - Marta i Robert zachwyceni

6. Winniczek: wypili dwa wina i pojedli




środa, 15 października 2014

Francuz prosty, z Moulis - 4 pkt.

Château Tour Granins
Grand Poujeaux Moulis 2012


Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - przesyłka od Francuskiego Łącznika i 7,30 euro
Do Ideału? - W połowie doskonałe

Tym razem czas na Francję - powrót do Bordeaux, a raczej do obrzeży czyli Grand Vin de Bordeaux. Dziś w szafie (czy raczej piwniczce powinienem napisać), znalazłem butlę od Francuskiego Łącznika - czyli Château Tour Granins Grand Poujeaux Moulis 2012. Kosztował zaledwie 7,30 euro czyli na nasze niemal mieści się w trzech dychach. Choć znając naszych importerów byłby u nas na półce za 49 zł. No chyba, że sprowadziłby to wino któryś z dużych graczy (może zresztą jest półce w Leclercu?)

Całość niezbyt finezyjna, ale całkiem przyjemna - dość lekkie, bez bordoskiego napuszenia, bez apteczności czy zapachu środków odkażających do mycia gabinetu stomatologa (przysięgam, kilka dni temu czułem w gabinecie, tuż przed jego zamknięciem czystego "medoka"!).

Mamy za to tutaj sporo owocu. Jest malina i truskawka, nieco wiśni. Garbniki średnie - całkiem wydatne, szczególnie w finiszu. Ale koncentracja przy tym niezbyt wybujała. Ot, dobre i proste wino, oddające owocową stronę Bordeaux. Do prostego gulaszu albo zrazów pycha! 


Winiacz na 4 punkty w 7-punktowej skali!

piątek, 10 października 2014

Pierwszy Festiwal Win na 25-lecie TiM

Pamiętajmy, skąd wyjechał pociąg
 
Regał z winami TiM-u

Pierwszy Festiwal Win z kolekcji TiM S.A., który miałem przyjemność odwiedzić (w warszawskim hotelu Victoria), był trochę jak podróż sentymentalna. W portfolio bielskiego importera olbrzymia większość win to produkty tanie, które znamy wszyscy z półek hipermarketów czy sklepów osiedlowych, czasem dyskontów (mowa o stałych pozycjach na półkach, nie o akcjach typu "wina z kraju XYZ"). Wina w ogromnej większości "do trzech dych" (na sklepowej półce), choć są wśród nich są i nieco droższe.
 
Trochę jest tak, że im dłużej piszemy o winach, tym częściej zachwycamy się coraz bardziej wyrafinowanymi, coraz lepszymi, prześwietnymi etykietami, aż w końcu nawet nie zdążymy się spostrzec, jak wchodzimy na pułap win za 100 i więcej złotych. Ale nie zapominajmy o tej stacji, z której ruszył ten pociąg, w który ogromna większość z nas kiedyś wsiadła. Ewolucja naturalna, ale na tej stacji zresztą wciąż pozostaje ogromna rzesza konsumentów - co pokazują badania "dotrzechdych.pl czy Millward Brown dla Lidla

Meinzer Domherr Kabinett Johannes Egberts

Spośród takich win udało mi się znaleźć etykiety ciekawe i całkiem dobre. Z bieli całkiem godne zainteresowania wydały się dwa rodem z Niemiec - Meinzer Domherr Kabinett Johannes Egberts. Półwytrawne i kwiatowe. W pierwszym smaku słodycz, ale kwasowość umiarkowana. Może być do chińszczyzny, ale i do bardzo słodkiego ciacha. 

Oppenheimer Krotenbrunnen Spätlese

Oppenheimer Krotenbrunnen Spätlese to kupaż rieslinga i spätburgundera. Kwasowy i słodki, może nie obezwładniający słodyczą, ale idealny do kurczaka z ananasami albo do sałatki kurczakowo-orzechowej na półsłodko. A najbardziej na taras w lipcu, gdy gorąco!

Godnych polecenia czerwieni było więcej. Chilijskie Cono Sur zna chyba każdy - ale dwie najwyższe etykiety z serii Reserva Special - Cabernet Sauvignon i Merlot o ile pamiętam, dość rzadko goszczą na półkach. Szkoda.
 
Cono Sur Reserva Special Merlot 2012
 
Merlot jest bardziej "smooth" w aromacie: śliwki, kawa, wyrazista czekolada, przydymione. Poważne wino na zimowy wieczór. Cabernet sauvignon jest bardziej owocowe - więcej tu maliny czy truskawy, jest też śliwa i pieprz, ale taniny mięciutkie. Na półkach powinno kosztować ok. 35 zł.
 
Portada Lisboa Winemaker's Selection 2012
 
Portugalia trzymała poziom - Paxis (szczepy caladoc i tinta roriz) troszkę zupowaty, apteczny i mocno taniczny, ale już wytrawna Portada Lisboa Winemaker's Selection 2012 smaczna! Wydała mi się gęsta, malinowo-likierowa. Ze zdecydowaną nutką lukrecji. Reserva Passo 2010 nieco dziwna - ale to wszystko pewnie dlatego, że za ciepła (jakieś 22 stopnie zamiast 17).

Reserva Passo 2010

To skoncentrowane wino (castelao, tinta roriz i alicante bouschet). W aromatach troszkę apteczności, beczkowej wanilii, dżemistych owoców. W pierwszym posmaku słodkawy charakter, ale jest i ładna kwasowość i delikatne taniny. 

Terre Davino Barbera d'Asti DOCG

Włoskie wina stoją pod znakiem śliwy - Toscana Sangiovese IGT to wiśnie i śliweczka, troszkę fiołków. Gładkie, garbnikowo miękkie. Trochę goryczki w finiszu. Ale Terre Davino Barbera d'Asti DOCG, już zdecydowanie śliwkowe, słodkawe, ale zarazem lekkie. Na sklepowej półce od 25 do 27 złotych.

 
Hiszpańska czerwień dojrzewała w baryłkach 18 miesięcy
 
 
Dwie etykiety hiszpańskie Finca la Estacada - 6 mies. w baryłkach i Reserva (18 miesięcy) - też były ciekawe. Pierwsza to wino pięknie aromatyczne. Głęboko wiśniowe, czekoladowe, lekkie tło suszonej śliwki. A reserva? No cóż, tu jeszcze większa śliwa, więcej jagody, kawowe, czarnej czekolady. 
Le Grand Noir GSM
 
Na koniec wino bardziej subtelne od hiszpańskiego - francuskie Le Grand Noir GSM (grenache, syrah i mourvedre). Na półce w hipermarkecie po 35 zł. Opisywała je dość ciepło Winicjatywa. I słusznie - bo Czarna Owca jest ładnie skomponowana, ładnie ewoluuje tu smak, finisz jest długi, aromaty śliwkowo-dżemowe nie są zawalidrogą na ścieżce do ciekawych doznań.
Wszystkie wyżej wymienione wina może kosztują ze trzy razy więcej niż przysłowiowa "kadarka", ale dobrze, że są. Może będą wstępem do tego, by poszukiwać jeszcze czegoś lepszego?

wtorek, 7 października 2014

Hiszpan złoty i cytrusowy - 6 pkt.

Pazo de Villarei Albariño 2013

 
 
Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - hiszpania-portal.pl i 45 zł (próbka importera)
Do Ideału? - Już ciut, ciut!!
 
Kilka dni temu miałem przyjemność zrecenzować dobre wino nowego importera - czerwone "krew, pot i łzy". Dziś czas białe wino z tego samego źródła - tym razem Pazo de Villarei ze szczepu albariño. Z tego szczepu powstaje vinho verde - orzeźwiające, czasem lekko słone, lekkie, czasem cienkie. Takie, które świetnie smakuje zmrożone do granic. Wtedy, gdy upał skleja nam koszulę do pleców.

Ale teraz nie ma żadnego klejenia koszuli do pleców itp. Ale słońce za dnia jest pięknie wkomponowane w niebieskie niebo. Jeszcze bluzę można zrzucić i usiąść na trawie... Choćby z tym winem w piknikowym koszu.

Nie mamy tu zbyt wielu stycznych z vinho verde. Mamy wino o pięknym złotym kolorze, oleiste, ciężkie, pełne. W nosie owocowo-kwiatowe - są jakieś echa nagietka, potem pojawia się zielona brzoskwinia, troszkę migdałów, pewna nutka mineralności… Co ciekawe, choć jest tu ładna głębia, wino nie uświadczyło żadnej beczki! Producent deklaruje, że przy fermentacji była używana tylko stal.

W smaku jabłuszka i cytrusy, pięknie złożone - nawet jeśli dzielące się na języku, to na kształt delikatnie rozchylanego hiszpańskiego wachlarza. Jest wyraźnie kwasowe - ale to jak! Na języku, gdy rozsmarujemy warstewkę, kwas znajdzie każdy nasz kubek smakowy i wrzuci tam swój granat!

To jest wino, jakiego nam trzeba, gdy czujemy wspomnienie lata. Pijąc je, czujemy kwaskowe iskiereczki! Lekko wybrzmiewające w długim finiszu. To wino jest niemal doskonałe!


 
Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!

piątek, 3 października 2014

Hiszpan młody, ze stromych stoków - 5 pkt.

Regina Viarum D.O. Ribeira Sacra 2013


Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - hiszpania-portal.pl i 55 zł (próbka importera)
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje!


Dziś czas na wino z katalogu nowego sklepu, który rusza - na razie powoli - w Warszawie. Prowadzi go m.in. sympatyczny Piotr Bartoszewicz, fan i znawca Hiszpanii. Jego artykuły o winie można poczytać na hiszpania-portal.pl. Na tej stronie znajdziemy także odesłanie do sklepu. Lokalizacja "niewirtualna" czyli stacjonarna w stolicy lada (miejmy nadzieję) moment!

Piotr przekazał mi do recenzji dwa wina - dziś nieco o czerwonym. Z dość rzadko spotykanej apelacji w Polsce - Ribeira Sacra czyli Święte Wybrzeże, z hiszpańskiej Galicji. Wybrzeże to nie tylko "święte", ale i przepiękne. Święte -  od nagromadzenia dużej liczby sanktuariów i monastyrów wzdłuż rzek Sil i Miño. A piękne, bo wzdłuż rzeki Sil, która wije się zakolami, leżą na stromych zboczach winnice, prawie jak nad Mozelą. Nie rośnie tu riesling, ale inne odmiany winorośli - z czerwonych: brancellao, grand noir, mencía, merenzao, a z białych: albariño, dona branca, godello, loureira, treixadura i torrontés.

Wyobrażenie na butelce - zbocza z winoroślą na stokach od 45 do 60 stopni

Nie jest może miejscami aż tak stromo, jak w krainie rieslinga, ale w winnicy, skąd pochodzi ta butla z czerwonymi łzami na etykiecie (na etykietce małe literki układają się w napis - "Krew, pot i łzy" - Sangre, sudor y lágrimas), nachylenie stoków wynosi od 45 do 60 stopni! Nic dziwnego, że praca i zbiory w takich warunkach to krew, pot i łzy.

Zresztą, jak wyglądają winnice Bodegas Regina Viarum możecie sami obejrzeć na stronie producenta (http://www.hgabodegas.com/), który zapewnia, że winorośl jest tu uprawiana tradycyjnymi metodami od 2 wieku p.n.e. Wino z łezką powstało ze szczepu mencía, który daje wina niezbyt kwasowe. 

Staranny detal - logo winicy

Co my ty właściwie mamy? W kolorze zdecydowaną czerwień z fioletowymi refleksami. To pewnie ta krew z etykietki. W nosie owoc podbity lukrecjowymi nutami. Mamy też łzy - wystarczy pokręcić kielichem i widać jak spływają po szklanych ściankach.

Pot? Na szczęście nie ma go, gdy pijemy wino - w smaku jest wyraźnie garbnikowe. Taniny to jednak średnie. W wyższej temperaturze niż zalecane 17 stopni, stają się wyraźniejsze. Wciąż w smaku czuć wyraźne owoce, finisz jest długi i całkiem przyjemny. Na steki wino trochę za lekkie, ale na wieprzowinę czy karkówkę na grillu w sam raz!


Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

niedziela, 28 września 2014

Francuz spod znaku grejpfruta i ananasa - 5 pkt.

Heritiere Pagola Sauvignon Pays d'Oc 2012


Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - dobrewina.pl i 29,90 zł (próbka importera)
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje!


W sobotę tak się zrobiło pięknie upalnie, że na myśl przyszło mi wino idealne na taką okazję - białe Heritiere Pagola Sauvignon Pays d'Oc 2012. Z katalogu dobrewina.pl. Podobna etykieta już w Winiaczu gościła. Ale wtedy był to kupaż trzech szczepów (pisałem o nim tu). Tamto wino było także na upalną pogodę - ale o ile wówczas miałem do czynienie z winem stalowym, o tyle tu mamy coś innego - rzęsiście owocowego!

Sauvignon jest bowiem "w nosie" intensywnie grejpfrutowe - zamknę oczy, widzę owoc niedojrzały. Oraz ma wyraźny pierwiastek niedojrzałego ananasa. Jest ładnie, ale nadchodzi oto aromat nieco głębszy, związany z ładnym ciałem - znad kielicha unosi się też zapach drzewa z oderwaną korą - np. klonową.

Pamiętam z dzieciństwa nasze nieco barbarzyńskie praktyki, stąd i znajomy zapach. Niezapomniany, związany z czasem, gdy biegaliśmy po zagajnikach ze scyzorykami i nikt nie wbił sobie noża w brzuch ani nie odciął palca!

Co mamy w smaku? Coś wyraźnie mlecznego - lekko jogurtowego. W strukturze wino jest lekkie - dochodzą nuty zielone. Całość może nie powala na kolana, ale sprawia, że oto mamy za 3 dychy (zaglądajcie na dobrewina.pl, są co jakiś czas promocje) dobre wino i do rybnego obiadu, i rześki napój na taras.
 

Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!