czwartek, 24 lipca 2014

Wina niemieckie z Winnego Garażu w Wine Case

Nie tylko pod znakiem rieslinga

Widać, jak Wojciech Henszel opowiadając, wędruje duszą (i wzrokiem) do Mozeli i nad Ren

Pięć białych, jedno różowe i tylko dwa czerwone - gorące lipcowe popołudnie w mokotowskim Wine Case, podczas którego Wojciech Henszel opowiadał (i częstował) niemieckimi winami, miało świetne proporcje. Zresztą pan Wojciech - prowadzący dziś Winny Garaż, sklep z winami w Dobieszu pod Warszawą wiedział, o czym mówi. Sam przez wiele lat pracował w Niemczech jako sommelier, ale nie tylko o pracy była mowa. Było o marzeniach, trudnych stromych stokach, wąskich działkach i owocach pracy winiarzy...  
Riesling trocken Dr Koehler (fot. Olaf Kuziemka)
 
Rieslingi zdominowały spotkanie, ale ciężko, by było inaczej. Jako pierwszy Riesling trocken od Dr Koehlera (54 zł). Hesja Nadreńska, cała winnica ma 14 hektarów. W aromacie wyczuwalna nafta, dalekie echa miodowe. W smaku zdecydowana wytrawność, fajna kwasowość, a wzrok cieszy ładne złoto w kielichu. W nosie jeszcze małe Mirabelki, ale i liście, takie ziołowe. Struktura ładna, choć niezbyt słodkie (8 g cukru w litrze) i świetnie świeże. Na upał idealne!

Weissburgunder Pfandturm 2013 (fot. Olaf Kuziemka)

Weissburgunder Pfandturm 2013 (47 zł) pokazany jako drugie wino już był powściągliwy. W aromacie wyraźne drożdże i skórki do chleba. Ten sam winiarz, który produkuje pierwsze wino, ale grona kupuje od innych. Miałem przez pierwsze chwile wrażenie, że siarkowość dominuje nad naftą. Tylko 5 g cukru, a w dodatku nie ma tak wspaniałej kwasowości jak poprzednik. Strukturalnie też cieńsze. 13 procent alkoholu.


Riesling Liebenberg 2012 Steinmühle (fot. Olaf Kuziemka)

Wraz z Rieslingiem Liebenberg Steinmühle 2012 wraca leciutka nafta. Tu jest świetna struktura. Producent Axel May i jego najwyższe wino. Też winnica o powierzchni 14 ha, ale winiarz młody, w jedenastym pokoleniu. Produkuje sporo - bo od 80 do 100 tys butelek rocznie. Mineralność wyraźna, a kwasowość wspaniale dominująca w długim finiszu. Troszkę może zbyt żelaziste, ale pije się w upał znakomicie (65 zł).

 
Sauvignon blanc Kaitui 2013  (fot. Olaf Kuziemka)

Jest takie słynne zdjęcie - w kadrze kanclerz Angela Merkel, prezydent Barack Obama i Sauvignon Blanc Kaitui 2013 Markus Schneider. Tu, na Mokotowie nie było Merkelowej ani Obamy. Za to w nosie koci żwirek (choć niezbyt mocny), trawy i zioła, agrest, ładne lekkie słomkowe złoto w kielichu. Winiarz przywiózł krzewy z Nowej Zelandii i posadził w Palatynacie. Już ma 20 hektarów. Na podniebieniu jest świeżość i ochłoda (76 zł).

Riesling my carp feinherb Karp-Schreiber (fot. Olaf Kuziemka)

Riesling My Karp feinherb Karp-Schreiber z Mozeli przenosi nas z krainy prostoty SB w złożoność. I to piękną. Wino jest oleiste, świetne, ma tylko 10 proc. alkoholu i 19 g cukru na litr. Jest półwytrawne, ale o wyraźnej kwasowości, nieco ukrytej z boku. Róż - Rotling feinherb crazy Karp-Schreiber Rose to wino - o dziwo - zrobione tak, jak sobie to wyobrażają laicy - mieszanka wina białego I czerwonego! Słodkie w pierwszym dotknięciu. Ale różowej landryny na szczęście niewiele. Mało też poziomki, ale jest ładna złożoność. 


Dornfelder feinherb, Pfandturm 2012


Pierwsza czerwień - Dornfelder feinherb, Pfandturm 2012 - to ciemna malina w kolorze. Znawcy nie cenią Niemców za ich czerwienie, ale ten Dornfelder nie jest zły. Nie ma oczywiście finezji choćby pierwszego rieslinga, ale jest krągłym czerwonym winem środka. Ok. 12 g cukru na litr i 47 zł. Ja bym dał mocne 4 punkty Winiacza z plusem.


Black Print 2012, Markus Schneider

I na koniec ładna głęboka finezja Black Print 2012, Markus Schneider (93 zł). W aromacie beczka - ale absolutnie nienachalna, łzy na kielichu regularne. W aromacie nie ma samej wanilii, bo są też kwiaty, troszkę kredy i odrobina lukrecji. 6 punktów Winiacza! Szkoda, że cena oscyluje w okolicach stówki. Gdybym miał wydać 100 zł, to bym się zmieścił z My Karpem. Dwa razy!!!


Win próbowałem na publicznej degustacji w Wine Case

niedziela, 20 lipca 2014

Włoch spod znaku wiśni i czereśni - 5 pkt.

Ca'de'io Rosso IGP 2012

Półka - na wysokości nieznanej
Gdzie i czemu tak drogo - Próbka nadesłana przez Alkohole Winoteka (Win-Cin) - w sklepie 24,99 zł
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje!

Dziś - w upalny wakacyjny dzień wino, które nie ma ciężaru poważnej czerwieni, ale jak przyjdzie wieczorny chłodek (mam na myśli jakieś 21 stopni na plusie), może być akurat! Cadeio Rosso dostępny w sieci sklepów Alkohole Winoteka (olsztyński Win-Cin).

Cadeio to wino z winnicy Vignali Roccamora koło Arigento. Projekt Gian Andrea Tinazzi (z którego winnicy pochodzi wino już opisywane - biała i przyjemna Ista) i Gaetano Alfano, z 28-hektarowego gospodarstwa produkującego niedrogie i młode wina. 

Cadeio to wino z przedziału do trzech dych, ale to zdecydowanie wino dnia drugiego. Pierwszego wydało mi się zamknięte, trochę suche. Drugiego dnia się otworzyło - ładnym bogactwem. Wiśnią, czereśnią, pestką, lekką śliwką wręcz.

Przy tym wszystkim jest to wino stanowczo lekkie - o strukturze średniej, wysokiej kwasowości. Finisz średni, może nie imponujący, ale całość ładnie skomponowana. Spory plus za ładny akcent śliwkowy! Brakuje do ideału tyci - odrobiny głębi, ale z drugiej strony to przecież wino za 25 zł, a nie za osiem dych! 
 

Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

wtorek, 15 lipca 2014

Winne Wtorki - Węgier z wulkanu - 6 pkt.

Juhfark Nagy Somlói 2012


Półka - na wysokości pasa
Gdzie i czemu tak drogo - Łup z Węgier i 699 forintów (ok. 10 zł - zakup własny)
Do Ideału?
- Już ciut, ciut!!

Wytrawność po węgiersku - to temat dzisiejszego Winnego Wtorku. U mnie więc dziś wino, które czekało troszkę na tę okazję w zimnej szafie - Juhfark Nagy Somlói 2012. Nie od żadnego chyba uznanego producenta, ale kupiony za śmieszne pieniądze - 699 forintów - w węgierskim Tesco.

Trochę kupiony z ciekawości - bo o wulkanicznych winach z węgierskiej góry tyle człowiek słyszał, a nie miał okazji spróbować zbyt wielu. Spotkać w polskich sklepach też jakoś nie można. A szkoda, bo już choćby to wino, które w przeliczeniu na złotówki kosztowało może "dychę", jest smakowite!

W kieliszku piękne złoto. Tak imponujące, że ciężko zrobić ładne zdjęcie amatorskim sprzętem. Nic nie odda tego połysku. Aromaty już na granicy utlenienia i to wyraźnego, ale jakże wspaniała kwasowość!!! 

Wypala dziury w podniebieniu nie tylko w pierwszym łyku, ale nawet w finiszu, w echach, które pozostały po tym co spłynęło nam do żołądka. Zimne jest kamienne i takie sobie, ale nieco ogrzane jest super!

Lekko tłuste i miłe, głębokie, pełne, skoncentrowane. W nosie czuć i miód, i suszone morele, i nieco słodyczy. Takiej dojmującej, gdy niezbyt zimno, przyjemnej i gorącej. Na takie gorące lato brałbym kartonami. Gdybym tu miał gdzieś małe Węgry...

 

Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!

A tak smakowali inni wtorkowicze:

- Czerwone czy Białe z winem za 45 zł! Z wyczuwalnym alkoholem!!! 

- Jongleur: pełnia hedonizmu

- Winniczek: białe rodem z Egeru

poniedziałek, 7 lipca 2014

Dwa oblicza CdR - Sowa&Przyjaciele i Francja dla maluczkich

Modne dotknięcie absolutu
i... brutalne zejście

Artemia 2009. Doskonałość

Modne wydarzenia najnowszych czasów nie mogły ujść mojej uwadze. Tak, tak, zawitałem do restauracji Sowa&Przyjaciele (jako agent Faktu) - do tego samego VIP-roomu, w którym wino pili i policzki wołowe jedli prezes NBPO, szef jego gabinetu Słowomir Cytrycki i Bartłomiej Sienkiewicz, minister Spraw Wewnętrznych, teraz tropiący podsłuchy i takie tam...

Objętość mojej gazety nie pozwoliła mi, ku mojemu ubolewaniu, na ocenę wina, czynię więc to teraz, z wielką lubością. Otóż, do policzków wołowych miałem przyjemność wypić Artemię 2009 Château Pesquié. Tego wina nie zamówili politycy i niech żałują.

Jest to wino tak głębokiego aromatu, jak Rów Mariański wody. Pełnia owocowości, doprawiona posmakiem absolutu, akcencikiem lekkiego serka homogenizowanego gdzieś w tle... Pół na pół syrah i grenache. Dojrzewało 18 miesięcy w beczkach z dębu. Grona ręcznie zbierane i - jak deklaruje producent - "drastycznie" selekcjonowane. 

Nie da się w to nie uwierzyć. Wino ma już kolor znakomity - rubin z fioletowymi refleksami. A w nosie lekka słodycz, nuty kawy, czarnych porzeczek, razowca, czekolady. Żadnej nachalności. Do wołowiny ideał... Za niestety - 270 zł. Jedynym importerem w Polsce jest restauracja Sowa i Przyjaciele.

Ot, zwykłe Cotes-du-Rhone. Nie jest to cudo...

Ale cóż, postanowiłem skonfrontować ze zwykłym CdR Gabriel Meffre. Już nawet nie pamiętam, skąd mam tę butelkę. Być może to import Francuskiego Łącznika, ale głowy sobie uciąć nie dam. A za smak i aromat nie dałbym sobie uciąć nawet kosmyka resztki włosów. Jest ubogość w aromacie i żelazistość do tego.

W aromacie górne rejestry metaliczne, dół niemal nieobecny. Jakieś marne 3 punkty w skali Winiacza. I to z litości. Gdzieś tam raz wyczułem trochę głębi, która zaraz uleciała. I zostawiła mnie przy rdzy taniego Côtes-du-Rhône...


Artemię kosztowałem na koszt mojego pracodawcy, a Côtes du Rhône Saint-Vincent na własny

środa, 2 lipca 2014

Winne Wtorki i Aglianico: Włoch z Kampanii, ostrygowy - 6 pkt.

Villa Matilde Aglianico 2010 IGP Campagna

Półka - na wysokości głowy
Gdzie i czemu tak drogo - Mielżyński i 47,30 zł (zakup własny)
Do Ideału? - Już ciut, ciut!!

Post środowy jest o... Winnym Wtorku. A w ten wtorek - dzień, w którym blogerzy opisują mniej lub bardziej konkretny model wina - wybór padł na włoską Kampanię. A mój padł na Aglianico.

Ech, nie tak łatwo jednak kupić Kampanię. Ktoś mówił: Alma, ktoś: Kondrat. Owszem, wszędzie jest po butelce i drogo. Co robić. Myślałem, że jeszcze Mielżyński poratuje - i rzeczywiście było. Villa Matilde 2010. I cenowo nie tak źle, i smakowo - jak się okazuje - też bardzo przyjemnie!

Aglianico to szczep czerwonego wina podobno o greckich jeszcze korzeniach, dojrzewający późno. Ale jakie daje wino! Butelka ładna, etykietka oszczędna. W kolorze ciemny, głęboki rubin. W aromacie całe zamieszanie, jakże wspaniałe! Wystarczy włożyć nos do kieliszka i mam wrażenie, że wędruje zakolami po całym pokoju!

Villa Matilde to winnica o kilkudziesięcioletniej historii. Krzewy aglianico zostały zasadzone w latach 70., więc są pewnie moimi rówieśnikami... I okazuje się, że to dobre lata. W aromacie czuć i ładne czerwone owoce - takie wiśnie ze starego kompotu - i skórę, i śliwki. Żadnych beczek, żadnych drewnianych wanilii. Jest nieco mrocznej, ciężkiej dżemistości. Są tu nawet nutki lekko ostrygowe.

W smaku kwasowość średnia, za to taniny drobne i bardzo przyjemne. Ściągające lekko, ot w sam raz. Finisz długi, lekko goryczkowy. Struktura wina zdecydowana, choć lekka. Mocna za to jak włókno węglowe. Po drabinie z takiego materiału można by się wspinać nawet do nieba.


Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!


A oto co smakowali inni wtorkowicze:

- Nasz Świat Win ocenił też aglianico, ale 2011

- Eno Eno idzie w białe. Z Wrocławia!

wtorek, 1 lipca 2014

Hiszpan pięcioletni, rubinowo-brązowy - 5 pkt.

Paniza Crianza 2009


Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - Alkohole Winoteka (próbka od importera)
Do Ideału? - Jeszcze troszkę brakuje

Dziś - po długiej niestety przerwie - wracam. Tym razem Hiszpania z oferty Alkohole Winoteka (olsztyński Win-Cin). Paniza Crianza 2009 z Bodegas Paniza to kupaż 60 proc. tempranillo, 20 proc. garnacha i 20 proc. cabernet sauvignon.

Ciekawe już w kolorze - ciemna, a nawet bardzo ciemna czerwień, z brązowymi obwódkami i refleksami. W pierwszym aromacie czuć zdecydowane czerwone owoce i wanilię podszytą aromatem pieczonego chleba, która jednak dość szybko znika, pozostawiając czysty owoc.

Gdy wino jest chłodne, jest o wiele przyjemniejsze. Taniny są z początku dość twarde i duże, wyraźnie "drutujące" wnętrze ust. Ma średnią strukturę, a drugiego dnia otwiera się i ukazuje szlachetniejsze nieco oblicze.


Winiacz na 5 punktów w 7-punktowej skali!

 

wtorek, 24 czerwca 2014

Wino włoskie La Torricelle z Friuli Venezia Giulia&Piemonte 2014 - 6 pkt.

La Torricella Dolcetto d'Alba 2011



Dolcetto kojarzą się z lekkością - ale nie to, które miałem przyjemność spróbować. Podczas spokojnej degustacji Friuli Venezia Giulia&Piemonte 2014 zorganizowanej przez Magazyn Wino. Publiczność - miłośnicy wina - już zdążyli opuścić, w przeważającej mierze, Fort Sokolnickiego, a ja podszedłem do jednego ze stołów.

Nie spodziewałem się czegoś tak fajnego - Dolcetto d'Alba 2011, jaką pokazał na Oscar Presenda, przedstawiciel Azienda Agricola La Torricella, robi wrażenie. Tu nie ma lipy. Tu mamy od razu moc aromatu. Prawie Graves - jest ciężki piernik, asfalt, bardzo dojrzała czarna porzeczka, ale taka, że wręcz ociekająca sokiem. W sukni jest piękna intensywność. Kolor jest czerwony prawie tak, jak syrah - Włosi je określają mianem "rosso granato".

W smaku też mocny, miękkie, ale wyraźne taniny. Ale to jakie! Doskonałości wadzi może to tylko, że gdy staje się za ciepłe (jakieś 21 st. C), to traci rezon. Ale cóż, nie każdy jest doskonały.


Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!