wtorek, 16 grudnia 2014

Winne Mikołajki - białe, wulkaniczne. Lignum Blanc Albert i Noya Penedes 2013 - 6 pkt.

Prawie jak cava, choć bez bąbli.
Ale za to z wulkanicznym posmakiem!



Dziś Winne Wtorki szczególne - bo mikołajkowe. Zwykle poszczególni wtorkowicze (jeden z nich) zadają, co próbują inni winni blogerzy. Teraz zaś powysyłali sobie losowo przeróżne wina do oceny. Mi przypadło to, co akurat tej ciepłej stosunkowo zimy cenię - biel. I to biel oddającą charakter ziemi! Nie tylko w sensie terroir (bo to banał), ale w sensie "ziemistości" właśnie.

Gdybym miał posmakować w ciemno - postawiłbym na Węgry. Na Somlo albo inne wulkaniczne terroir. Trudne do uwierzenia, ale gdy od Świętego Mikołaja paczka przyszła (nie zdradzę jego ksywy, choć znam - bo mnie nie upoważnił), nie spojrzałem ani razu na kontretykietę. Na tej właściwej dostrzegłem napisy po hiszpańsku. Postanowiłem spróbować...

Aromat zrazu mineralny - lekko utleniony (ale nie wadliwie). Potem nieco owocu – lekkiej akacji, może echa miodowe... Do tej pory tego typu doznanie było udziałem win bardzo charakterystycznych - najbardziej zbliżone są węgierskie wina z ziem wulkanicznych (z Somlo), choć te z Węgier są zimniejsze, mniej oleiste. To zdało się nieco bardziej orzechowo-nerkowcowo-migdałowe. 

Co podrzucił mi Święty Mikołaj? Wino z winnicy Albet i Noya. Z Penedes - regionu leżącego w Katalonii, nad Morzem Śródziemnym. Ostatni region na świecie - podobno - gdzie żyły dinozaury... Setki milionów lat temu. Dziś mamy wino - o składzie prawie jak cava - bo Xarel·lo, Chardonnay (zamiast parellady), Sauvignon Blanc (zamiast macabeo). Organiczne, parcela leży 300 metrów nad poziomem morza, chardonnay jest starzone w beczkach przez dwa miesiące. Reszta fermetuje w stali.

Jak brzmi całość? Świetnie. To pyszne wino. Struktura hiszpańska, z pewnym nalotem, który pozostaje na podniebieniu. Ale imponuje, zwraca uwagę swoją kwasowością - umiarkowaną, uładzoną. 


Winiacz na 6 pkt. w 7-punktowej skali!

Prezenty u innych wtorkowiczów:

Czerwone czy białe: z prezentem z nebbiolo

Dotrzechdych.pl z prezentem naturalnym

Enoeno dostał Hiszpanię i autorski cydr!

Italianizzato dostał prezent korsykański

Jongleur dostał flaszkę rodem z Langwedocji 

Nasz Świat Win dostał supertoskana

Pisane winem dostał prezent słoweński 

Przy Winie: Prezent rodem z Bergerac

Winnetou ma prezent włoski!

Winniczek dostał od Mikołaja aż dwie butelki

niedziela, 7 grudnia 2014

Rieslingi Rappenhof w Jung & Lecker

Między krzemieniem a słodyczą

Herrenberg Riesling GG 2013

Są takie wina (czy może raczej winiarze), których etykiety wywracają pojęcie utrwalone podczas degustacyjnej praktyki: kiedy na aperitif próbujemy wina musującego, po bąbelkach przychodzi czas na mniej lub bardziej zwiewne dwie trzy biele, a potem na czerwienie - których paleta imponuje różnymi zawijasami - beczką mniejszą, większą, balsamem, głębią itp.

Klaus Muth (pierwszy z lewej), Monika Wojtysiak, Maciej Horodecki i Frau Muth

Ale kilka dni temu miałem przyjemność gościć w warszawskiej restauracji Jung & Lecker na degustacji win Rappenhof w towarzystwie gospodarza - Macieja Horodeckiego (który jest absolutnie zakręcony na punkcie białych win) i Klausa Mutha, właściciela, już w dwunastym pokoleniu, winnicy Rappenhof, leżącej w Hesji Nadreńskiej. To już kolejne potkanie z rieslingiem. Czemu wywróciło pewien porządek?

Riesling w wersji musującej (z lewej) i Grosses Gewächs Herrenberg 2013

Bo dwa czerwone wina pokazane po musującym rieslingu były raczej dodatkiem, ciekawostką z regionu, w którym powstają białe perełki! Musiak (wersja różowa kosztowała w J&L 49 zł) ma drobniutkie bąbelki, nie wybuchające w ustach, i sporo kwasowości. Dość jest jednak ciężki jak na wino musujące, i goryczkowo grejpfrutowy. Jest pięknie długi. Czuć nieco odbicie terroir, bo - jak tłumaczył Klaus Muth - gleba jest bardzo czerwona, bardzo żelazista!

Merlot 2012 - jasny, leciutko beczkowy

Regent (49 zł) na półce troszkę warzywny, a nawet słoninowy - w smaku rzeczywiście żelazisty. Gładki, owszem. Tanina bardziej ujawnia się w finiszu niż na początku. Butikowa produkcja - bo 3 tys. butelek rocznie. Merlot (60 zł na półce) to jasne wino, o aromacie czarnej porzeczki z akcentem cytrusowym - może z kiwi, może z agrestem. Beczkowane przez 8 miesięcy. Tyle - jak mówi Klaus - jak długo nie ma następnego wina, które czeka na beczkę. Te beczkę czuć bardzo delikatnie.

Riesling trocken 2013 (49 zł) to fajna kwasowość z maleńką gorączką w finiszu. Próżno tu szukać nafty, raczej nos znajduje otoczaki zanurzone w górskim strumieniu, obok których moczą się liściaste gałęzie. W smaku jest lepiej - ale wciąż jest tu coś łodygowo-zielonego.

Gewurztraminer Feinherb 2012

Gewurztraminer Trocken 2012 - aromatyczny i cytrusowy, wyraźnie lepszy niż alzackie odpowiedniki. Bogatszy i cieplejszy. Ma pewną dwoistość w sobie - jest pieprzny, a jednocześnie gładki! Herrenberg Riesling Grosses Gewächs 2013 (ok. 100 zł) na półce to innych winach, po tych do tej pory spróbowanych, wydawał się winem najlepszym (to nie była prawda) - pięknie kwasowe w finiszu, ten charakter rieslinga atakuje boki języka. I środek podniebienia gdzieś na końcu...


Gewurztraminer Feinherb 2011

Gewurz Feinherb 2011 uderzył w nozdrza morelą i ananasem. I fajną głębią.
Pyszne i głębokie. Niby rok różnicy, ale klas ze trzy na plus. I od tego wina zaczęła się podróż w krainę leżącą na przełęczy między szczytami kwasu i cukru. Bo wyobraźcie sobie 
Kabinett 2012 - alkoholu jest tu tylko 8,5 proc. To jak w niektórych porterach. A cukru 59 g/litr. To wino pachnie paloną, ciepłą  szarlotką, pozbawioną wanilii. Jest w strukturze leciutko wibrujące. Ma maleńkie bąbelki na początku, tuż po wlaniu do kieliszka...

Niersteiner Pattenthal Riesling Auslese 2004

Na koniec gospodarz Klaus wyjął niespodzianki dwie - Auslese 2004. Jeśli przy świeżym rieslingu czuć lekką naftę, to tu było czuć fartuch mechanika. Taką zawieszoną na kołku drzwi do garażu. Albo to jest taki zapach, jakim emanują deski od kanału. Pokryte olejem, smarami... Wiem, co mówię, bo ojciec miał taki garaż, takie drzwi, deski od kanału. Kwasowość pięknie ułożona. Elegancja. To wino ma 10 lat! 



Cofnijmy się jeszcze pięć lat. 1999. Było szaleństwo bomby milenijnej, rządy AWS-UW w Polsce, gorące lat... A tu - Oppenheimer Herrenberg Beerenauslese 1999. Tego wina - jak mówi Klaus - nie ma w sprzedaży. 160 g cukru na litr. 16 procent. Kwasowe jak cholera i dzięki temu pyszne, wciąż młode. Jeszcze ze 30 lat spokojnie można by trzymać. Alkoholu? Jak na lekarstwo - czyli 6,5 proc. To jak sauternes lub tokaj. W nosie: miód, mocna morela, dżem, figa i daktyle. Prażone orzechy. A przy tym słodycz wcale nie obezwładnia...

Oppenheimer Herrenberg Beerenauslese 1999 

Pytam Klausa o to, czemu tak z mniejszą estymą traktujemy białe wina, a cenimy czerwone. - Nie mam pojęcia. Czerwone? Wystarczy grona umieścić w prasie, wytłoczyć, do beczki i czekać, czekać, czekać - mówi, z uśmiechem (oraz oczywistymi skrótami myślowymi) Klaus. - Ale gdy się robi białe, trzeba (Mann muß - niem.) mieć oczy dookoła głowy, podejmować szybko i w odpowiednim momencie decyzje. To jest sztuka!


czwartek, 4 grudnia 2014

Hiszpan karmelowy od Dolio Vini - 6 pkt.

Señoro de Villarica Rioja 2011 Crianza



Półka - nieznana
Gdzie i czemu tak drogo - Dolio Vini i 59 zł (próbka importera)
Do Ideału? - Już ciut, ciut!!


Nieco za wcześnie wypite, ale pora roku skłania ku pełnej czerwieni! Tak to właśnie na blogerski stół trafia wino z portfolio trójmiejskiego importera Dolio Vini. To, że hiszpańskie, nie znaczy, że Dolio Vini specjalizuje się li-tylko w iberyjskich specjałach. W ofercie można znaleźć także i Francję, Włochy, Austrię i Słowenię... W najbliższym czasie importer chce uruchomić sklep internetowy - i miejmy nadzieję, że mu się to uda.

Rioja - szczególnie w tanich wydaniach, które zalały Polskę lat 90. - budzi kontrowersje. Na tyle dojmujące, że nawet nowobogacki biznesmen z serialu "Tygrysy Europy" Jerzego Gruzy (grał go Janusz Rewiński) żądał od szofera, by ten nie zapomniał o jego ulubionym winie: to była właśnie Rioja! Są na szczęście także szlachetne wydania, o których nawet zwolennicy win z Sardynii mówią: "to piękne wino!"

Crianza 2011 może nie jest aż tak pyszna jak 19-letnia Rioja Alta 94 Gran Raserva, ale mam przed sobą naprawdę fajną butelkę 100-procentowego tempranillo, które przez 14 miesięcy dojrzewało w beczkach (80 proc. z francuskiego, 20 proc. z amerykańskiego) z dębu. Dość mocne - bo 14 proc. alkoholu - choć tego nie czuć.

Czuć za to żywe stosunkowo czerwone owoce, podbite nieco wanilią, ale delikatną, niezbyt dojmującą, wanilią, potem do głosu dochodzą nuty karmelu, kakaowej otoczki marcepanka, w końcu mineralnej ziemistości. Struktura mocna jak dąb z beczki - to dość skoncentrowane wino (tak na 4+), o garbniku zrównoważonym z kwasowością. Finisz wyraźnie woła o sztukę mięsa!

Cena jest podwojeniem cen spotykanych w marketach, naklejonych na Rioję z niebieskimi naklejkami Reserva i Gran Reserva, ale warto trochę dopłacić, by poczuć się jak w Hiszpanii. W środku polskiego grudnia! 

Winiacz na 6 punktów w 7-punktowej skali!

wtorek, 2 grudnia 2014

Winne Wtorki: Meszaros Pal Pinot Noir Szekszard 2011

Węgrzyn, co nie jest Bikaverem

Mészaros Pál Pinot Noir 2001

Tym razem to ja jestem sprawcą zamieszania w Winnych Wtorkach - moją propozycją było, by popróbować Węgrzynów, które są czerwone, choć nie są Egri Bikaverem (bo EB to chyba 93 proc. czerwonych win węgierskich sprzedawanych w naszych sklepach). A nie każdy przecież jeździe na Węgry co tydzień (osobiście żałuję), by pochodzić po winnicach, piwnicach, butikach, sklepach itp.

To nie było drogie wino - 599 forintów. Latem to było ok. 8 zł 40 gr.

Miałem szczęście latem przejechać przez Eger, gdzie uzupełniłem zapasy dojrzewające dziś w mojej „piwniczce”, a na dzisiejszy Winny Wtorek wybrałem wino niemal w ciemno „na chybił-trafił”. Kosztowało 599 forintów. Latem to było 8 zł 40 groszy. U nas na półce – o ile by się znalazło – kosztowałoby pewnie 37 zł.


Znak firmowy winnicy Mészaros Pal

Wino pochodzi z regionu Szekszárd - to jeden z trzech (obok Villanyi i Egeru) regionów, w którym najlepiej wychodzą właśnie wina czerwone. Uprawy Pinot Noir nie zajmują tu największego areału, ale im też winiarze poświęcają uwagę. Winnica Pál Mészaros (80 hektarów) nie chwali się na swojej stronie tym winem, ale co tam! Sam jeszcze nie próbowałem, więc czas na pinot noir za przyjemną ceną 8 zł 40 groszy!

Co w kielichu? Muszę przyznać, że na początku nie miało to nic wspólnego z innym wspaniałym winem z Szekszárd, które piłem w Rumunii (tu je opisałem). Tam co prawda to był merlot, a tutaj mamy szczep bardziej jeszcze kapryśny!

Tani pinocik na początku emanował z kielicha aromatem... warzywno-musztardowym! W smaku zaś miał już inny charakter – był przyjemnie kwasowy, niezbyt mocny, zbudowany średnio, raczej kostyczny niż mięsisty, jak pinot noir Tibora Gala z Egeru. Ściśnięty. Ale po ponadgodzinnym napowietrzaniu pokazał się z innej strony! 


Warzywne echo w aromacie pozostało, ale pojawiło się nieco czekolady, trochę nieco rozwiniętych zielonych liści i łodyg, może nieco żelazistości, uwypuklającej kwasowość w długim finiszu...

Wino w kolorze dość jasne, niezbyt skoncentrowane, nieco ciemnoróżowe (a gdy mamy mało, to mocno łososiowe!), aż proszące się o sztukę mięcha - ciemnego, o mocnym smaku! Wciąż młode! Gdybym miał zapłacić 40 zł, byłbym zawiedziony. Ale za 8 zł i 40 groszy?! Dla mnie równo pośrodku skali Winiacza. 4 Punkty!

Inni wtorkowicze próbowali:

Blurppp: Cabernet Sauvignon, też z Egeru

Italianizzato: oj, zachwytu nie ma 

Nasz Świat Win: Prawie jak Skyfall

Przy Winie: No, jest węgierska duma: Kadarka!!!

WINniczek: naciął się na czerwień w złym mołdawsko-bułgarskim stylu

- Zdegustowany: chciałby wrócić za 3-4 lata

sobota, 29 listopada 2014

Festiwal win M&P po tygodniach...

"Ministerstwo" win światowych i moje typy

Château Brunel De La Gardine Hermitage 2011

OSWiA - skrót brzmi niemal jak MSWiA. Nie wiem, czy celowo, czy może przypadkowo, ale o ministerstwo tu nie chodzi, a chodzi o Ogólnopolski Salon Win i Alkoholi M&P. Piąty już, tegoroczny. Tradycyjnie odbył się w warszawskiej Fortecy - miejscu tyleż urokliwym, ile niezbyt praktycznym, jeśli chodzi o wielką frekwencję. A była wielka, bo gości były tysiące. Jakieś trzy - jak podają organizatorzy, ale trzeba pamiętać, że goście wychodzili, dochodzili, więc tłok był spory. Oczywiście sukces organizatora, ale z tego też powodu (jako i późnej pory mej wizytacji) spróbowałem kilkudziesięciu win, z czego napiszę o nielicznych, wybranych, które na mnie zrobiły najlepsze wrażenie. Niewykluczone, że może były lepsze, ale cóż - może kiedyś nadejdzie ich chwila na Winiaczu.

Pouilly-Fumé Bonnes Aguilles 2010

Z białych do gustu najbardziej mi przypadły białe francuskie - Sancerre Blanc Le Marigny 2012 oraz Pouilly-Fumé Bonnes Aguilles 2010. To pierwsze (94 zł) mineralne, soczyste, na rześki poranek, gładkie i "smooth", ale już drugie, (99 zł w zwykłej detalicznej ofercie) już trawiasto tatarakowe, poważne - owoce tropikalne złamane morelowymi akcentami. Pycha! 

Paul Mas Arrogant Frog 2012 Cabernet Sauvignon-Merlot 2012

Z kilku etykiet cabernet-sauvignon z merlotem moją uwagę przykuł Paul Mas Arrogant Frog 2012. Gęste, skoncentrowane i aromatyczne wino! W nosie wyczuwalne czekolada i jeżyny. Echa śliwki. Jest dżemiste, ale w elegancki dość sposób. Kwasowość niezbyt wielka, ale garbniki ładnie wtopione. To pewnie jedno z tych win, które są świetne do czekolady.



Bodegas LAN - pierwsze wina tej etykiety ma Robert Mielżyński, a Mirosław Pawlina ma drugą - Marquez de Ulia i Vendimia Reserva. Marquez de Ulia Crianza 2010 ma ładną kwasowość i świetne, niezbyt rozłożyste garbniki. Ale Rioja
Reserva 2007 to jest dopiero moc! Jest cedr, beczka, wilgotna ziemistość i super kwasowość w finiszu. Ale mistrzostwo to La Vendimia Reserva. 16 miesięcy we francuskim dębie, potem 20 miesięcy w butelkach. Pełne, nieco balsamiczne. 85 zł nie wydaje się przesadzoną ceną.

Bastianich Vespa Rosso 2011 (159 zł)

Ładne Włochy, z francuskim nieco sztafażem (Merlot (50%), Refosco (30%), Cabernet Sauvignon (15%) i Cabernet Franc), reprezentowało Bastianich Vespa Rosso 2011 (159 zł). Osa jest mocna i zdecydowana. W nosie stanowczo wyrazista owocowo, ze zredukowanymi taninami, o takiej koncentracji, że pierwsze odczucie słodkie, ciemne. Kwasowości tu niewiele, dlatego to raczej gradka dla amatorów "mocarności", a nie finezji.

Silver Peak Pinot Noir 2009

Silver Peak Pinot Noir 2009 z USA (Sonoma County) to raj dla tych, co ukochali "Bezdroża". W aromacie skóra i czekolada, w smaku intensywne suszone pomidory, kwasowe aż kolana miękną. Medal w kategorii tanin przyznałem mało znanym w Polsce winom z Izraela - Recanati.

Recanati Merlot 2013 (75 zł)

Merlot 2013 (75 zł w detalu) uwodzi aromatem razowca ze skórzanej torby. W smaku jest diabelnie taniczny i mało kwasowy. Z kolei Shiraz 2012 od tego samego producenta to takie troszkę "stajenne", może też roślinne wino. Ale z ładnym owocowym tlem. W smaku razowiec i piękny garbnik. Do tego kwasowość naturalna, jak w kwasie chlebowym!

Recanati Shiraz 2013

Wnioski? Może M&P nie ma nowoczesnego logo, sklepów w modnych centrach handlowych i troszkę przeraża frekwencją na degustacjach, ale perełki można wyłowić! Jak np. Château Brunel De La Gardine Hermitage 2011! Cztery lata starsze wino kosztuje 239 zł. Jeżeli rocznik 2011 smakuje świetnie, to jak smakuje 2007???


Wina degustowałem na zaproszenie organizatora, choć na koszt własny

wtorek, 25 listopada 2014

Marek Kondrat i Michael Seresin: wina mistrza kamery z Hollywood w Warszawie

Wina księcia ciemności z Nowej Zelandii
w ciemnej jesiennej Warszawie

Na degustacji w restauracji Oliva byli m.in. scenograf Allan Starski (trzeci od lewej), Michael Seresin, a także Marek Kondrat, który jest importerem win Seresina

Sugestywnie odmalował koszmar tureckiego więzienia (Midnight Express), straszył dzieci (Harry Potter i więzień Azkabanu), dołował dorosłych (Prochy Angeli) - autor zdjęć - Michael Seresin, goszczący w Polsce z okazji festiwalu sztuki operatorskiej Camerimage opowiadał o swoich winach. Gospodarzem spotkania był Marek Kondrat, importer jego winZaproszeni do warszawskiej restauracji Oliva goście mogli spróbować sześciu etykiet - trzech białych (dwóch sauvignon blanc i pinot gris) oraz trzech czerwonych - bardzo dobrych, o ile nie świetnych, pinot noir.

Swoją "winną fabrykę" nazwał po prostu Home. Dom. To zarazem nazwa jednej z trzech winnic (45 ha). Są jeszcze dwie - Raupo Creek (51 ha na winorośli) i Tatou (51 ha). Z pracy w Seresin Home Estate żyje 25 osób, pochodzących z różnych stron świata. Winogrona, ale także i oliwki, uprawiane są w sposób organiczny i bio-dynamiczny. Seresin ziemię kupił w latach 90. i obsadził winoroślą taką jak w Europie.

- Mam m.in. sauvignon blanc, chardonnay, rieslinga, viogner i niestety pinot noir - żartował Michael Seresin. Krzewy liczą po 20 lat i jak na Nową Zelandię są uznawane za stare. Do fermantacji Sarasin używa tylko dzikich drożdży, wina czerwone nie są filtrowane. Jakie wina wychodzą z winnicy - jak to sam o sobie mówi (nie lubi filmować przy ostrym świetle) - księcia ciemności (ang. Prince of the dark)?

 
Momo Sauvignon Blanc 2012 (59 zł)

Pierwszym białym, jakiego spróbowaliśmy, było Momo Sauvignon Blanc 2012 (59 zł). Biodynamiczne, fermentowane w stali, nieco starzone na osadzie. Tropikalne, z domieszką może mango, może eukaliptusa, może troszkę cebulową, zieloną. W smaku kwasowe i pieprzne. Grona zbierane ręcznie. W porównaniu z drugim SB stanowczo w smaku bardziej stalowe, żelaziste.

Momo Marlborough Pinot Gris 2013

Momo Marlborough Pinot Gris 2013 (66 zł) po takiej dawce aromatów jest powściągliwe, w aromatach bardziej palone orzechy, a w smaku niekwasowe, miękkie, trochę mineralne, słodkawe. Troszkę nut w zapachu pokrewnych gorszym szampanom, które już straciły bąbelki.

Seresin Sauvignon Blanc 2012 (79 zł)

Seresin Sauvignon Blanc 2012 (79 zł) jest stanowczo bardziej kwasowe, mniej mineralne. Ale ma też wyraźną, acz lekką beczkę. Na krzewach tylko po 7 kiści. Ale w składzie także od 3 do 7 proc. szczepu semillon. Dojrzewało częściowo w stali, częściowo w beczce. Ale jest nie tylko "oaky", ale i "woody" - drzewne, smakuje jak lizany pień złamanej świeżo leszczyny, ma też ananasową nutkę. Kwasowość, mimo częściowego dojrzewania w beczce, bardzo duża! Jest miękkie, zbliżone - jak mówi Michael - do win ze Starego Świata.



MOMO Pinot Noir 2011 (78 zł) dość ciemne, średnio taniczne i średnio kwasowe. W aromacie troszeczkę za proste, jeszcze jakby lekko zielone, bez drugiego dna. Niezbyt długo po odkorkowaniu ma nie ma dna takiego drugiego, ale jest drewniane. Po trzech kwadransach dopiero się otwiera! Maliny i czekolada, nieco wanilii.

Seresin Leah Pinot Noir 2010

Seresin Leah 2010 jest o ton jaśniejsze, ale w smaku świetne! Ma pełny, troszeczkę słodki atak na język, jest okrąglejsze niż poprzednik, ma w finiszu za to ogromną kwasowość. I jeszcze miękkie tło. Po pewnym czasie w finiszu wychodzi mineralność i kawa. Jest eleganckie i dostojne. Ceny tego wina nie ma na stronie Kondrat Wina Wybrane, ale to zapewne coś w granicach 150 zł.

Seresin Totou Home Single Vineyard Pinot Noir Marlborough 2008 (149 zł)

Seresin Totou Home Single Vineyard Pinot Noir Marlborough 2008 (149 zł) było nalewane z dekantera. Wyraźnie beczkowe (11 miesięcy we francuskim dębie) na początku, ale też o największej kwasowości spośród czerwonych. Bardzo ciemne. Sześcioletnie wino, ale skoncentrowane, wciąż owocowe, z drobnoziarnistą taniną, o pięknej strukturze. Po oddychaniu rozpręża się w stronę nut śliwek, kawy i skóry. Ma niby sześć lat, ale to wciąż młode wino.

Warto, pomimo wysokich cen? Hmm, warto spróbować pyszności - tym bardziej, że nie jest to wino z województwa lubuskiego czy z Małopolski, ale z antypodów! Miejsca, w którym ogromna większość z nas nigdy, ale to nigdy w życiu nie będzie.

Win próbowałem na zaproszenie importera - Kondrat Wina Wybrane

poniedziałek, 24 listopada 2014

Ile jest warte wino? Czyli sprawdź 17 etykiet w ciemno

Ślepa degustacja by Michał Wine Mike
"Blind tasting never lies"

Przed: 17 win jeszcze w folii

Michał Wine Mike Misior, prowadzący bloga Wine trip into your soul zaprosił stołecznych blogerów: Tomasza Prange-Barczyńskiego (redaktor naczelny Magazynu Wino), Joannę i Piotra Krzewińskich (Królestwo garów), Martę i Roberta Dąbrowskich (Nasz Świat Win) oraz mnie na niecodzienną degustację. W Mielżyński Wine Spirits Specialities stanęliśmy - czy raczej zasiedliśmy - przy jednym stole, próbując odgadnąć ceny (czy raczej przedziały cenowe) 17 butelek owiniętych folią wina, dobranych przez organizatora.

Tomasz Prange-Barczyński, Michał Mike Wine Misior, Joanna i Piotr Krzewińscy

Mike zaczął relację o "syndromie paryskim" - czyli rozczarowaniu Paryżem przez osoby, które po projekcji swych marzeń i wyobrażeń konfrontują swój obraz z rzeczywistością - gdy już postawią nogę w tym mieście. Nigdy nie zapomnę swojego pierwszego wjazdu do Paryża. Nie padłem w 1992 r. ofiarą syndromu. Zachwyciłem się. Kolor, życie, ruch, gorąco... Zaskoczeniem było to, co przeżyłem po 15 latach, stawiając stopę na tej samej żywej ulicy - pustka, kryzys i szarzyzna. Wszystko jakieś kilkaset metrów od Placu Republiki...  Czyli "paryski syndrom" może być nie tylko konfrontacją z wyobrażeniem, może być też konfrontacją z przeszłością.

Cztery przedziały cenowe - do 40, do 80 zł, do 150 zł i powyżej 150 zł - w tych zbiorach mieliśmy umieścić degustowane wina. Było w tym - przyznam - nie tylko trochę doświadczenia, ale i pewnego hazardu i przekory.

San Rustico Bianco di Custoza 2012 (54,88 zł Mondowino)

Nie doceniłem o 14 zł bardzo fajnego wina San Rustico Bianco di Custoza 2012 (54,88 zł Mondowino) - o średnim ciele, ale przyjemnej kwasowości i lekkim utlenieniu, podobnie jak nie doceniłem drugiego białego - Nals Margreid Sirmian Pinot Bianco 2013 (99 zł, Vini e Affini).

Nals Margreid Sirmian Pinot BIanco 2013 (99 zł, Vini e Affini)

Sirmiana (który w Vini e Affini kosztuje 99 zł) oceniłem na wino do 80 zł, choć widziałem piękne złoto w kielichu i czułem głębsze, poważniejsze nuty. Udało mi się za to trafić kolejnych z rzędu 7 win - choć przy jednym szczególnym się wahałem. To wino z kolekcji Mike'a - Sun Valley Merlot Reserve 1996.

Ciekawostka - Sun Valley Merlot Reserve 1996

Kosztował kilka lat temu 55 zł. Kilka lat dojrzewało w Mike'owym mieszkaniu. W dobrym kierunku - stało się lekko balsamiczne w aromacie, już na pierwszy rzut oka stare. Dowód na to, że miłośnik wina skazany na mieszkanie, a nie na zamek, bez piwnicy ze stałą temperaturą 9-11 stopni, może trzymać wino!

Odgadłem także - choć tylko nominalnie - wartość drugiego wina z Mike'owego importu. Bardzo dobrego Avalon Napa Valley Cabernet Sauvignon 2012. Kosztowało 20 dolarów (68 zł dziś) czyli mieściło się nominalnie w przedziale 41-80 zł, choć importerzy wstawiliby na półkę pewnie za minimum 99 zł. Albo i za 119 zł.

Avalon Napa Valley Cabernet Sauvignon 2012 przywieziony z USA. Za 20 USD

Avalon w aromacie ładnie dżemisty (bez nachalności), czarnoporzeczkowy, troszkę grzybowy. Dość ładnie skoncentrowany, w pierwszym kontakcie języka z winem pełny, nieco słodkawy. Wszyscy byli zgodni - że smakuje tak, że w polskich sklepach znalazłoby się z ceną do 150 zł.

Piandaccoli In Primis Rosso di Toscana 2010 (110 zł, import Krople Wina)

Wątpliwości nie było przy Vieux Chateau Bourgneuf Pomerol 2007 (z portfolio Lidla - 99 zł), ale Piandaccoli In Primis Rosso di Toscana 2010 wyceniłem na 80 zł, zaznaczając jednak w notatkach - że może być o 20 zł droższe. Ale o dziwo - nikt z pozostałych także nie trafił w cenę (110 zł, import Krople Wina). Głosy rozłożyły się po połowie na kategorie "do 40 zł" i do "80 zł".

Livia Feteasca Neagra Cotesti 2013 (34 zł, Krakó Slow Wines)

Za stanowczo droższe uznałem (jak i inni) rumuńskie wino Livia Feteasca Neagra Cotesti 2013. Beczkowe, o sporej kwasowości, wino stanowczo z ciepłych krajów. Byłem przekonany, że kosztuje ponad 80 zł (byli i tacy, którzy wskazali na "do 150 zł"), a tu niespodzianka - 34 zł (Krakó Slow Wines). Wnioski - można sprzedawać wino w ludzkich cenach!

Alexandre Relvas Ciconia Alentejo 2012 (30 zł, Atlantika)

Ten sam przypadek był w przypadku portugalskiego wina nr 15. Mocno czereśniowe, o świetnym ekstrakcie - świetne. Okazało się winem Alexandre Relvas Ciconia Alentejo 2012 za... 30 zł z portfolio Atlantiki!

Cellier Trouillas Riversaltes - Tuile Hors d'Age 2002 (56 zł, Trezor Wines)

Wyceniłem za nisko wina słodkie. Pierwsze wydało mi się zbyt proste na finezyjność (Cellier Trouillas Riversaltes - Tuile Hors d'Age 2002 – za 56 zł, Trezor Wines), a drugie - Chateau Guiraud Sauternes 2004 (149 zł, Lidl) - troszkę na koniec postawiłem z przekory. Ale cóż słodziaki się cenią!

Wnioski? Ciężko degustować w ciemno, gdy się wino samemu dobiera, dostaje, uczestniczy w wyborze. Ale najlepiej po prostu nie oceniać wina kierując się tylko ceną. Bo w tych tańszych można znaleźć perełkę, a w droższych się nieco rozczarować!

Cała siedemnastka już bez folii
 
Degustowałem na zaproszenie Michała Wine Mike'a Misiora. Jego pełna relacja na blogu.